Niektóre pierwsze wpisy na blogu będą miały charakter spojrzenia wstecz, dokumentując moje doświadczenia związane z pracą w parafii w ostatnich kilku miesiącach.
Początkowo nie znałem sieci lokalnych dróg ani miejscowości, które obejmuje moja posługa. Nadmienię tylko, że odpowiadam za dwie parafie: Curahuara i Totora, zrzeszające ponad siedemdziesiąt wiosek. Zostałem wyznaczony przez biskupa do objęcia funkcji opiekuna w trybie nagłym, zastępując księdza boliwijskiego rozpoczynającego studia.
Po przekroczeniu progu plebanii, natychmiast zaadaptowałem miejsce do swoich potrzeb. Pisząc prościej, rozpakowałem dwie walizki kryjące cały mój dobytek. Z kalendarza zostawionego na biurku dowiedziałem się o czekającej mnie Mszy w Marqurivi. Lokalizacja tej miejscowości była początkowo dla mnie nieznana, a dostępne mapy okazały się nieprzydatne. Mimo trudności udało mi się dotrzeć na miejsce z ponad dwugodzinnym opóźnieniem, co spotkało się z dezaprobatą ze strony czekających na mnie ludzi.
Obecnie, po roku pracy, znacznie łatwiej odnajduję się na sieci szutrowych dróg parafii wiodących do zagubionych pośród gór wiosek. I tak było w tym roku. W Marquiriwi tym razem pojawiłem się punktualnie. Odprawiłęm Mszę Świętą ku czci św. Róży z Limy. Zostałem serdecznie ugoszczony przez mieszkańców, doświadczając dobra serc moich gospodarzy.



